PeacefulAdrenaline

PeacefulAdrenaline

moto - lifestyle - travel - food

OSTATNIE WPISY

WSCHODNI CYPR, CZYLI DZIKOŚĆ SERCA

WSCHODNI CYPR, CZYLI DZIKOŚĆ SERCA

Pierwsza skóra już zeszła, przyzwyczajeni do patrzenia w prawo na przejściach dla pieszych (które na Cyprze są zbędne, bo i tak wszyscy chodzą, jak chcą), najwyższa wiec pora ruszyć w objazdówkę. Zaplanowana trasa to niespełna 100 kilometrów. Trochę dzikości i trochę zabytków. Odrobina historii i […]

RENAULT CLIO 1.2. MAŁY DUŻY SAMOCHÓD

RENAULT CLIO 1.2. MAŁY DUŻY SAMOCHÓD

Nie jestem fanem francuskiej motoryzacji, pomimo, że na kartach mojej samochodowej historii zapisane są aż trzy pojazdy znad Loary. Albo Sekwany, jak kto woli. Nie powiem, że wszystkie trzy zapisały się na tych kartach złotymi zgłoskami, a przynajmniej jeden z nich nie powinien się tam […]

CZY TANIE PODRÓŻOWANIE MOŻE BYĆ TANIE?

CZY TANIE PODRÓŻOWANIE MOŻE BYĆ TANIE?

Tak, jeśli odpowiednio wcześnie przygotujecie się do swojej kolejnej podróży. Ja od kilku lat nie korzystam z ofert biur podróży. I robię to z kilku powodów, nie tylko budżetowych. Przede wszystkim polskie biura podróży wciąż oferują – nawet, jeśli to niby 5 gwiazdek i hi-life […]

CYPR – MIASTO DUCHÓW I GOTYCKI MECZET (część 2)

CYPR – MIASTO DUCHÓW I GOTYCKI MECZET (część 2)

Varosha to jedno z ostatnich takich miejsc na świecie. Nie jako atrakcja turystyczna, bo trudno tu mówić o czymś, co nadaje się na instagramowe selfie z uśmiechem od ucha do ucha. Bardziej jako przestroga na przyszłość. Jeden z największych kurortów lat 70-tych dziś nazywany jest […]


WARTO ZOBACZYĆ

SEUL W JEDEN DZIEŃ. BEZ PRZEWODNIKA

SEUL W JEDEN DZIEŃ. BEZ PRZEWODNIKA

Od 1394 roku Seul jest stolicą Korei, natomiast od zakończenia II Wojny Światowej pełni rolę centralnego miasta Korei Południowej. Niedaleko stąd do zdemilitaryzowanej strefy granicznej z Koreą Północną. Seul jest także jednym z najbardziej zatłoczonych miast świata – gęstość zaludnienia przekracza 15 tysięcy mieszkańców na kilometr kwadratowy i bez wątpienia odczujecie to, spacerując po wąskich uliczkach w centrum miasta.

Nie wszystkie atrakcje znajdziecie w przewodniku

Seul jest ogromną metropolią, ale nie spodziewajcie się wszechobecnego szkła, metalu i wieżowców. Pierwsze wrażenie będzie zupełnie inne – Seul wygląda jak metropolia z lat… 80-tych. To trochę jak podróż w czasie w rzeczywistość, w której nowoczesność wymieszana jest z architekturą z ubiegłego wieku. Ale to właśnie dzięki temu stolica Korei Południowej ma swój niepowtarzalny charakter i smak.

CENTRUM SEULU. CO DALEJ?

Atrakcji turystycznych jest tu wystarczająco dużo, aby zapełnić kalendarz na kilka dni. Ja proponuję wycieczkę nieco inną – w nowych miejscach staram się znaleźć także to, co niekoniecznie wskazują przewodniki. Jedną z najciekawszych dzielnic Seulu jest Myeong-dong, dystrykt zamknięty wewnątrz kilkudziesięciu wąskich uliczek, pełnych lokalnego kolorytu. Zatłoczony, ciasny, ale jednocześnie barwny i wyjątkowy. Szczególnie przyciągający wieczorami, kiedy mieni się tysiącami barw i świateł. Nie ma tu jednej, najważniejszej atrakcji dla szanującego się turysty. W Myeong-dong każdy zakręt, każdy zaułek, każdy sklepik oznacza nowe wrażenia. Wystarczy tu być, patrzeć, czuć. Dzielnica jest także obowiązkowym punktem w harmonogramie turysty kulinarnego. Wąskie uliczki wypełnione są bowiem setkami straganów oferujących praktycznie wszystko, z czym wiąże się koreańska tradycja street-food. I nie mylcie tego z fast-food. Absolutnie nie. Kulinarne stragany są dobrą propozycją dla turystów z mniejszymi budżetami – za kilkanaście złotych można tu zjeść naprawdę dobrze i zachwycić się lokalnymi smakami. Po trochu i powoli. Tym z grubszymi portfelami także gorąco polecam.

Centrum miasta zawsze jest pełne turystów i lokalnych mieszkańców

NAJEDZENI? CZAS NA ATRAKCJĘ Z PRZEWODNIKA

Tego miejsca nie można ominąć. Gyeongbokgung, albo inaczej – Gyeongbokgung Palace, to rezydencja królewska, której budowa zakończyła się w 1395 roku. Kompleks przez lata był siedzibą członków dynastii Joseon, jest także największym z serii zbudowanych przez ową dynastię Pięciu Wielkich Pałaców. Podczas wojny Imjin królewskie miasteczko nawiedził pożar, ale kompleks, w którym łącznie znajdowało się 500 budynków i blisko 8 tysięcy pokojów, został odbudowany w XIX wieku i do dziś, pomimo, że po drodze niszczyli go jeszcze Japończycy,  jest największą atrakcją turystyczną Seulu. Przy północno-wschodnim wejściu do Gyeongbokgung znajduje się warte polecenia Koreańskie Muzeum Narodowe (bezpłatny wstęp). Aby dostać się na teren królewskiej siedziby trzeba już zapłacić za bilet, ale około 25 PLN w stosunku do tego, co zobaczycie w środku, to najlepsza możliwa inwestycja.

Gyeongbokgung Palace – rezydencja, której nie można ominąć

GAHOE-DONG, CZYLI SMAK STAREGO SEULU

Aby dostać się do kolejnego punktu wędrówki, należy opuścić kompleks Gyeongbokgung północno-wschodnią bramą (obok muzeum) i skierować się dalej na północ. Gahoe-dong to niewielka dzielnica, pełna tradycyjnych koreańskich domów, liczących sobie setki lat. Niegdyś był to ekskluzywny rejon miasta, zamieszkały miedzy innymi przez urzędników państwowych wysokiego szczebla, ale dziś większość budynków została przerobiona na małe sklepiki, bary i restauracje. We wschodniej części osiedla wciąż można znaleźć wąskie, barwne uliczki, których nie dosięgnęła komercja. Idealne miejsce na spacer i poznanie lokalnego kolorytu. A do tego ze wzgórza rozciąga się przepiękny widok na miasto, leżące u stóp dachów dzielnicy Gahoe-dong.

Stara część miasta pełna jest kolorytu i lokalnej atmosfery

WRACAMY DO NOWEGO SEULU

Powrót z Gahoe-dong do centrum miasta to kilkudziesięciominutowa wycieczka, ale warto trochę się zmęczyć. Prosto na południe prowadzi droga, wzdłuż której znów znajdziecie mnóstwo tradycyjnych zabudować, małych knajpek i barów. To także miejsce, które upodobali sobie performersi, więc zarezerwujcie sobie nieco więcej czasu na obowiązkowe przystanki.

Wąskie uliczki i tajemnicze zakamarmi – nie omijajcie ich

SUPERMARKET. TAK, TO NIE POMYŁKA

Jeśli jesteście kulinarnymi freakami, wizyta w dużym, koreańskim supermarkecie jest obowiązkowym punktem planu dnia. Jeden z ich znajdziecie w okolicach głównej stacji kolejowej w Seulu, na jej północnym krańcu. Powiecie, że sklep, to sklep. Ale nie tutaj. Półki uginają się pod produktami, których nie znajdziecie w żadnym europejskim centrum handlowym. Dział z warzywami i owocami morza przypomina bardziej uliczny bazar. „Kup Pan rybę!”, zaczepia mnie uśmiechnięta Koreanka w białym fartuchu. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo głowy nie dam, czy rzeczywiście to miała na myśli. Dziesiątki odmian ryżu, ciągnące się w nieskończoność regały z… zupkami instant. Uwielbiana przez Koreańczyków herbata w saszetkach, dostępna w kilkunastu smakach, której wypróbowanie – w przeciwieństwie do zupek – szczerze polecam. Bez wątpienia wizytę w zwykłym z pozoru supermarkecie zapamiętacie na długo. Chyba, że odmienne smaki nie interesują Was wcale. W takim przypadku zostańcie przy tradycyjnym przewodniku.

Okolice centralnej stacji nie grzeszą pięknem, ale po drodze napotkacie mnóstwo ciekawych miejsc